Running the Sahara Desert

3 kwietnia 2010

Kilka lat temu Ewan McGregor i jego przyjaciel Charley Boorman zrealizowali swoje dwa marzenia. Przejechać motorem dookoła świata (Long Way Round) i z Londynu do RPA (Long Way Down). Cały projekt dokumentował kilkuodcinkowy serial opisujący historię przygotowań i samego wyjazdu. Bardzo wciągający i inspirujący kawałek telewizyjnego show.

W podobnym klimacie utrzymany jest „Runnin the Sahara Desert” o planie trzech ambitnych ultramaratończyków by przebiec Saharę z Zachodu na Wschód. Zaczynają w Senegalu by przez Mali, Niger, Libię i Egipt dotrzeć do Morza Czerwonego. Film opisujący ich przygody jest krótszy niż wspomniany wyżej Long Way … Może właśnie przez to brakuje mu polotu, duszy, czy czegokolwiek co interesuje. Faceci biegną. Ktoś, dla kogo ta forma sportu jest zupełną abstrakcją nie zrozumie jak ogromny to wysiłek, gdy panowie biegną, śpią i czasem się kłócą. 111 dni zamknięte w półtorej godziny wydaje się płytke i pozbawione sensu. Wcielając się w rolę mieszkańców Afryki zapytałbym „Po co ci głupi, biali ludzie to robią?”.

Film wydaje się płytki i ani nie służy do tego, by jakkolwiek poznać zaplecze takiego eksperymentu, ani wysiłku jaki jest w to włożony, ani nawet nie stanowi rozrywki na miarę dobrego TV show. Ot, kawałek filmu, który dokumentuje przygode kilku panów. Moim zdaniem ma on wartość jedynie dla nich i ich ewentualnych znajomych.

Ultramarathon Man: Confessions of an all-night runner

17 marca 2010

A co… pozwoliłem sobie. Tego Pana już wspominałem przy okazji jego projektu przebiegnięcia maratonu w każdym stanie USA. Tym razem poczytałem jego książkę, biografię napisaną jeszcze przed realizacją pomysłu maratonu na śniadanie.

Dean Karnazes, bo o nim mowa biegał od cholery w dzieciństwie, po czym przestał na kilkanaście lat. Wrócił do tego sportu dopiero w wyniku skondensowanego kryzysu wieku średniego w swoje 30-ste urodziny. Książka jest jego historią treningów i zawodów w szkole, a później powrotu do biegania i wyznaczania sobie kolejnych granic.

Najprzyjemniej czyta się opowieści o najbardziej przełomowych biegach. Opowieść jest lekka i przyjemna, bo niecodzień można poczytać o kolesiu zamawiającym pizze na środku pustkowia o 3 w nocy, albo dokładnej relacji z kilkunastogodzinnego biegu górskiego z perspektywy zawodnika. Wiele się może zdarzyć w takiej imprezie jak biegi terenowe, na orientację, czy choćby całodniowe chodzenie po górach – wie to każdy kto raz próbował.

Inna sprawa, że Dean jest maniakiem biegającym przez połowę czasu dnia. Znów, przykład godny gdy pasję można realizować nie zaniedbując codziennej pracy czy rodziny.

Ciekawym wątkiem są przyczyny biegania. Nie każdy może powiedzieć, że pierwszy maraton przebiegł zbierając po dolarze na cele charytatywne za każde okrążenie na szkolnej bieżni. W dorosłym życiu było to już nie tylko bieganie by zachęcić innych do ruchu na świeżym powietrzu, ale też zbiórka pieniędzy na przeszczepy serca.

To miła pozycja i gdy zacząłem czytać nie miałem ochoty przestawać.

Running on the Sun: The Badwater 135

24 lutego 2010

135 mil w ultramaratonie Badwater, w powalającej na kolana temperaturze wymieszanej z silnymi wiatrami to idealne wyzwanie dla kilkudziesięciu osób. Próba charakteru, szaleństwo czy szukanie swoich granic?

Kolejny z filmów wygrzebanych ostatnio w internecie. Film z 2000 roku opisuje bieg z roku 1999. Wśród zawodników nie ma profesjonalnych sportowców. W drodze losowania, eliminacji czy innej selekcji trafili tam mechanicy samochodowi, dziennikarze, weterani wojenni którzy stracili jedną nogę, młodzi i starsi. Ciekawa opowieść co ich popycha do takich prób. Co można chcieć przeżyć choćby w wieku 68 lat. Słusznie nazwano to Endurance Race. Podczas biegu wielu się odwadnia, przegrzewa, siada żołądek i wszystko zwraca … niezłe katowanie organizmu.

Ciekawą i zastanawiającą sprawą było zaplecze medyczne a raczej … jego brak. Wśród startujących nie zauważyłem żadnych super pro-, natomiast ekipy wspomagające na trasie składały się np. z żony i dwójki dzieci. Dla kolesia, który mógłby mieć po drodze hipotermię, czy cokolwiek innego to mało pomocny zespół. W filmie nie było żadnej kontroli medycznej zawodników.

Kto miał dobiec, ten dobiegł. Major z United States Marine Corps odpadł, Pani domu bieg ukończyła.