Podsumowanie miesiąca, marzec 2010
31 marca 2010Trochę słabiej, trochę lepiej a na pewno inaczej. Marzec to pierwszy w życiu półmaraton na zawodach i trochę kombinacji ze sprzętem, organizmem i jego reakcjami i kolejne przyjemne przebieżki po Krakowie. Lubię biegać!
Przymusowa przerwa i półmaraton
Marzec okazał się być słabszy od lutego. Pierwsze dwa tygodnie to w praktyce ledwie namiastka biegania, gdy najpierw ostatniego dnia lutego, biegając w niedziele zdołałem się przeziębić na pierwszych ciepłych dniach, a potem leczenie przez reszte czasu. Przez tydzień się nie wykurowałem a jedynie siedziałem na zwolnieniu lekarskim, więc cały kolejny to masowe przyjmowanie paracetamolu i wypoczynkowy tryb życia.
W rezultacie to zaledwie 150 km, natomiast druga część miesiąca była już znacznie ciekawsza. Właściwie standardem stało się bieganie przez godzinę jako minimum przy jednym wyjściu. Na mniej szkoda czasu a czasem jest wręcz tak przyjemnie, że nawet wracając już do domu nadrabiam kilka minut z samej chęci pobiegania.
Półmaraton na błoniach był dość nudny, jeśli chodzi o trasę, natomiast pokazał błędy i słabości organizmu oraz przygotowania do tego typu biegu. Brak wody jest tu niewybaczalny, a moje tempo odwodnienia godne podziwu. Wyszło przy tym kilka słabości organizmu, lekkie obtarcia stóp i temu podobne, jednak całościowo była to niezła jednostka treningowa i sprawdzian silnej woli; „Byle dobiec!”.
Eksperymenty
Kilka ostatnich dni to także sprawdzian jak się biega z plecakiem. Całkiem to wygodne i myślę, że powrót z plecakiem do domu po pracy wplotę w moje treingi w kwietniu i maju. Mały plecak i camelbag jest trochę przesadzony na wyjście na 2 godziny przebieżki, ale wolę nie być zaskoczony na Kieracie.
Standardem jest już też bieganie z butelką, lub dwoma butelkami picia w rękach. „Cini minies” jako pożywienie na dłuższe wyjścia to też dobre odżywianie, jako odmiana od czekoladowych batonów.
Ostatnim gadżetem który testuję jest buff. Mały kawałek materiału z którego robię opaskę na głowę. Jak do tej pory sprawdza się bezbłędnie, by nie zalewał mnie pot przez który nie widzę na oczy zupełnie nic. Polubimy się.