Podsumowanie miesiąca, czerwiec 2010

30 czerwca 2010

To był dobry miesiąc.

Tyle w skrócie. W końcu miesiąc rozrywki biegowej i pokrewnej z którego jestem zadoolony. Mimo, że to już trzeci miesiąc z rzędu kiedy biegam sensownie od jego połowy, to nie ma co narzekać. Początek to kilka wyjść, wyjazd na lekko w Gorce i Pieniny i szukanie złotego środka w ilości i intensywności treningów. W sumie to nie wiem, po co nazywać to treningami, ale jak się to przysłuża do poprawy kondycji to też się cieszę.

Pogoda

Nie rozpieszcza nas w tym roku. W pierwsze upały czerwcowe ja zbierałem krople deszczu w Szwecji, później jednak pogoda sprzyjała bieganiu. Mimo, że pochmurno, trochę pada, niby nieprzyjemnie, to jednak w takim chłodzie biega się dobrze. Postanowiłem sobie, że pogoda nie będzie wyznacznikiem czy pobiegam, czy nie, więc twardo w ulewach też pomykam do domu. I jest to przyjemne, chłodzi, orzeźwia. Jest też skutek uboczny zwracania na siebie uwagi, bo jestem jedynym biegaczem przemykającym przez miasto w taką pogodę. Nawet na Błoniach, gdzie zwykle tłumy rolkarzy, rowerzystów i biegaczy okupują chodniki tym razem było pusto. Lubię deszcz, i lubię w nim biegać.

Uczymy się szybkości

Jakoś tak się utarło, że moim tempem było zawsze 6 min / km. Kombinowałem podbiegami, przebieżkami, tempowaniem ale przerwy i zmęczenie zwykle wymuszały na mnie powrót do stałej prędkości 10 km/h. I oto w połowie miesiąca zaskoczenie. Raz przybiegłem z pracy znacznie szybciej. Sprawdziłem następnego dnia i kilka następnych razy, i będąc w pierwszym zakresie tętna, na świetnym samopoczuciu biegam godzinę w tempie 5:10-5:20 min / km. Dość niebywałe i sam się pozytywnie zaskoczyłem. Dorzucam do tego cegiełki męczenia psychiki gdy ta już mnie namawia do przejścia do marszu a ja biegnę dalej. Czasem oczywiście się udaje przemóc, czasem nie, ale postępy widać.

I znów idą upały

Zrezygnowałem z biegu po południu, przenosząc go na wczesny wieczór gdy jest chłodniej. Nie mam potrzeby wariować, bo sprawdziłem wcześniej że nawet gdy o 8 rano jest 25 st. w cieniu biegając widzę tylko gwiazdki przed oczami. Wytrzymałość nie jest moją mocną stroną i tak kiedy raz udaje mi się ledwo przebiec 20 km i wracam do domu, innym razem kombinacjami swobodnej przebieżki truchtam po 3,5 godziny. W sierpniu ustabilizuję te plany tygodniowego kilometrażu, a tymczasem zamykam miesiąc liczbą 131 km, choć tak naprawdę na ten wynik pracowałem zaledwie dwa tygodnie. System 4 razy w tygodniu się sprawdził i będę do tego wracał.

W piątek wyjeżdzam na długie wakacje, gdzie też postaram się czasem pobiegać. Na pewno regularnie się nie uda, za to chodzenie po górach zrobi za gimnastykę siłową.

Długi weekend w Gorcach i Pieninach

21 czerwca 2010

I tak oto nastał mój czas by przeżyć kilka dni w górach trochę inaczej niż zwykle. Wnioski posłużą mi do następnych eksperymentów. Za to relaks był nieoceniony.

Mój eksperyment fastpackingowy mało nie poległ w gruzach, gdy w obawie przed deszczem prawie zdecydowałem się na zabranie większego plecaka 30L. Zapakowałem wszystko co zamierzałem właśnie do niego, ale bolała mnie jego forma, nieporęczność, brzydota i brak … zajebistości. Z czystej ciekawości więc przepakowałem się do 17-stki i … wszytko weszło idealnie na styk. Ekscytujący i optymistyczny początek.

Dwa pierwsze dni to mgła i wiszące nisko chmury. Temperatura sprawiła jednak że długie spodnie bawełniane poszły w odstawkę od razu. W piątek przez pierwsze 3 godziny silny wiatr przypominał o mgle a mały deszcz spływał po mnie jak po kaczce. Dla odmiany sobota i niedziela były piękne i słoneczne, tak, żebym mógł zebrać więcej danych do eksperymentu.

Mój ekwipunek

Nie zrobiłem zdjęcia przed wyjazdem, jak wspominał Piotr. Na pewno dodałoby trochę poglądu, więc w przyszłości obfotografuję zawartość plecaka.

Z mojej decyzji jestem szalenie zadowolony. Jako jedyny z naszej czwórki miałem tak lekko, i chyba jedyny nie byłem zmęczony wieczorami. Nic nie bolało po 10 h chodzenia, a z rana miałem ochotę pomaszerować dalej. W przypływie euforii pozazdrościłem też jednemu biegaczowi i sam pobiegałem tu i ówdzie, więc na Palenicy idąc do Szczawnicy zrobiłem swój własny „Mini Bieg Umiarkowanego Rzeźnika”. I wygrałem. Z turystami z dziećmi.

Czego nowego się dowiedziałem?

  • Zdołam w moim stroju przeżyć deszcz, nawet bez peleryny. To zasługa krótkich gaci, szkoda że w mojej kurtce przeciwdeszczowej są pod pachami wywietrzniki bo woda częściowo mi tam spływa. Do tego buff, pokrowiec na plecak i jazda.
  • Przyjemność była dużą zasługą butów. Miałem tylko jedną parę, która nie przemokła. Moi przyjaciele dorobili się różnych dolegliwości stóp pływając w basenie obuwniczym. Ja używałem butów trekingowych + niskie stuptuty Raidlight, ciekawe jak by to zniosły lekkie buty biegowe.
  • To, na co zwrócił uwagę w komentarzu Kg (dzięki!). Mógłbym na to nie zwrócić uwagi, ale faktycznie w schronisku po długiej drodze w bawełnie komfort jest ogromny. Daje odprężenie psychiczne. Ze spodni mógłbym zrezygnować, ale koszulka jest miłym dodatkiem. Polar lub spodnie, duże objętościowo można zawsze zaczepić o sznurki na zewnątrz plecaka.
  • Prowiant był ok, trochę słodkości, orzechy i migdały a reszta w sklepach po drodze i na ciepło w barze czy schronisku. Jeśli cywilizacja na to pozwala, nie ma sensu nosić termosów, chleba, wędlin itp. Miałem za to gotowane jajka – super na przekąskę. W marszu wystarcza mi małe to i owo co 2 godziny.
  • Sudokrem, moje wybawienie! Zawsze miałem przygody z otarciami, tym razem regularna profilaktyka zdziałała cuda. Wróciłem nienaruszony.
  • Nie noszę swojego apratu. Tym razem mam fotki dzięki Szymonowi i Dorocie. Mógłbym kupić mały, lekki aparat gdyby robił dobre zdjęcia.
  • Nie bawiłem się w małe pojemniki i zabieranie dezodorantu w płynie w małych ilościach. Miałem nawet rolkę taśmy srebrnej. Za to mała ilość papieru toaletowego i chusteczki, zapakowane w torebkę strunową idealnie mieszczą się w małą kieszeń w pasie biodrowym.
  • Folii NRC nie użyłem, podobnie czołówki i apteczki. Spanie wyszło tanio a warunki na kwaterach były aż za dobre. Ręcznik … mogłoby go nie być. Owszem, użyłem, ale na upartego zdołałbym z niego zrezygnować.

Dowiedziałem się też rzeczy, która mnie najbardziej cieszy. Uwielbiam chodzić po górach i mam wielkie pragnienie by po nich pobiegać. Oczywiście, nazywanie Gorców czy Pienin górami jest miejscami dużym naciągnięciem, ale jako dotychczasowy amator powierzchni płaskich (konserwator również) chcę więcej. I szybciej. I dalej!

Eksperymenty z fastpackingiem

3 czerwca 2010

Fastpacking, czyli koncepcja by zabrać „wszystko to co potrzebne, i tylko to co potrzebne” zrodził się jak pewnie wszystko inne z potrzeby życia. Oto moje pierwsze próby lekkiego podejścia do życia.

Idea lekkiego pakowania się, pogłębiła się we mnie za sprawą posta na blogu PK4.pl . Sam przymierzałem się do wyprawy w góry na 4 dni na bardzo lekko. Pomysły Uli na zmniejszenie wagi i objętości wydają się czasem szalone, ale zawsze pakując pastę do zębów na kilkudniowy wyjazd staram się brać resztki tubki.

W trakcie mojego wyjazdu na 2 miesiące ogromnie ciekawił mnie ekwipunek mojego towarzysza, Bogdana. W plecaku 30l zmieścił wszytko co potrzebował, w tym śpiwór, pelerynę, dodatkowe buty i ciuchy na cały ten czas. Ja miałem 70 litrowy plecak zapełniony w 2/3 olewając śpiwór, a i tak później dokupiłem mały plecak, gdy poruszanie się z wielkim było zbyt uciążliwe. Wtedy wyszło, chociażby to, że ciuchy mogą być znacznie lżejsze i mniejsze, bo mimo używania tylko 3 kompletów to bawełna swoje waży.

Dzień w Tatrach na lekko

Wyjazd w góry zaplanowaliśmy z moją dziewczyną, Ewą, na 2 dni, z założeniem noclegu w schronisku. W tym celu zapakowałem to co potrzebne:

  • Na sobie: spodnie bojówki bawełniane, bluzka termo, para skarpet, gacie termo, polar 200, buty trekingowe, zegarek, buff, czapka polarowa w kieszeni
  • Ciuchy na zapas: biegowa bluza polarowa, druga koszulka termo, koszulka bawełna na wieczór, skapety zapasowe, gacie zapasowe, kurtka wiatrowa/przeciwdeszczowa, getry krótkie, getry długie
  • Kosmetyki: dezodorant w kulce (70ml), mydło/szampon w buteleczce hotelowej, pasta w prawie pustej tubce, szczoteczka
  • Gadżety: ręcznik turystyczny, klapki do schroniska, mapa, kompas (przywiązany do plecaka), worki na śmieci, folia nrc, podstawowe leki, plastry, nożyczki, czołówka, telefon, portfel, scyzoryk, klucze do mieszkania i samochodu

Niedużo miałem jedzenia, podzieliliśmy się nim z Ewą. Wszystko to zapakowałem w plecak 17 litrów, z bukłakiem 2l wypełnionym wodą. Miejsca zostało już niewiele, na prowiant max na 1 dzień.

Padający deszcz w górach zweryfikował założenia. Ubranie sprawdziło się, natomiast przemokły mi spodnie, więc po przebraniu się w długie getry czułem że mogę być dość zziębnięty. Wariant getry + spodnie byłby lepszy. Buty trekingowe uratowały mi stopy, w moich trailówkach pływałbym już jak w basenie. Do tego 1 para zapasowych skarpet to bardzo krytyczna ilość.

Ogólnie, to co miałem wystarczyło mi. Nie byłem zmuszony spać pod folią, bo wróciłem do domu, więc trudno mi się odnieść do tego elementu. Plecak był lekki, i stawał się coraz lżejszy gdy wody ubywało. Na dwie osoby w 8 godzin zużyliśmy nieco ponad litr, więc przy tej pogodzie na pewno wody mi nie zabraknie.

Zjadłem kanapkę, knoppersa, banana i jeszcze pół kanapki. Myślę, że gdybym zjadł po dotarciu do schroniska wystarczyłoby mi to w zupełności.

Z tą myślą zastanawiam się czy zdołałbym w ten sposób przetrwać w górach 4 dni, mając pełną świadomość że pogoda będzie mocno deszczowa.

Co mogę poprawić, zmienić, lub zepsuć:

  • Klapki są duże. Najlepsze byłyby japonki grubości kartki papieru
  • Mam pelerynę przeciwdeszczową, którą użyła Ewa. Jest duża i dość ciężka w porównaniu do produktów na rynku. Przydatna na deszcz, bo nie wiem czy w moim stroju sportowym przetrwam 4 dni na deszczu
  • Dezodorant zamienić na kawałek sztyftu, jak proponuje Ula, zmienić pojemnik na pastę do zębów Szczoteczkę … a co, mam taką, którą mogę obciąć. Brak mi małych pojemników na zamianę, choć można użyć do tego pojemników na soczewki kontaktowe, lub kupić na allegro
  • Muszę zabrać i użyć sudokrem, oraz duct tape na wypadek dalszego zamakania stóp
  • Jedna para skarpet na zapas to za mało, chyba że będę miał super grzejnik w schroniskach do suszenia. Tak samo gacie
  • Pytanie, czy folia nrc sprawdzi się jako śpiwór, gdy będzie taka potrzeba, choć uważam że zdołam spać na podłodze, w ubraniu i pod folią
  • Jedzenie, jakie i ile. Optymalny wariant to przegryzki na 2 dni; krakersy, po 2 batony na dzień, suszone owoce, orzechy
  • Kilka troków do awaryjnego przytwierdzenia zbędnych rzeczy, np. polara, pałatki, do plecaka

Czy to wszystko jest warte świeczki? Cóż, wygodnictwo na szlaku vs. wygodnictwo w schronisku to problem moralny. Psychicznie jestem nastawiony na minimalizm i jedyne do czego nie chcę doprowadzić to zupełne przemoczenie i wychłodzenie organizmu. Wyniki mojego eksperymentu ocenię niedługo.