Długi weekend w Gorcach i Pieninach
21 czerwca 2010I tak oto nastał mój czas by przeżyć kilka dni w górach trochę inaczej niż zwykle. Wnioski posłużą mi do następnych eksperymentów. Za to relaks był nieoceniony.
Mój eksperyment fastpackingowy mało nie poległ w gruzach, gdy w obawie przed deszczem prawie zdecydowałem się na zabranie większego plecaka 30L. Zapakowałem wszystko co zamierzałem właśnie do niego, ale bolała mnie jego forma, nieporęczność, brzydota i brak … zajebistości. Z czystej ciekawości więc przepakowałem się do 17-stki i … wszytko weszło idealnie na styk. Ekscytujący i optymistyczny początek.
Dwa pierwsze dni to mgła i wiszące nisko chmury. Temperatura sprawiła jednak że długie spodnie bawełniane poszły w odstawkę od razu. W piątek przez pierwsze 3 godziny silny wiatr przypominał o mgle a mały deszcz spływał po mnie jak po kaczce. Dla odmiany sobota i niedziela były piękne i słoneczne, tak, żebym mógł zebrać więcej danych do eksperymentu.
Mój ekwipunek
Nie zrobiłem zdjęcia przed wyjazdem, jak wspominał Piotr. Na pewno dodałoby trochę poglądu, więc w przyszłości obfotografuję zawartość plecaka.
Z mojej decyzji jestem szalenie zadowolony. Jako jedyny z naszej czwórki miałem tak lekko, i chyba jedyny nie byłem zmęczony wieczorami. Nic nie bolało po 10 h chodzenia, a z rana miałem ochotę pomaszerować dalej. W przypływie euforii pozazdrościłem też jednemu biegaczowi i sam pobiegałem tu i ówdzie, więc na Palenicy idąc do Szczawnicy zrobiłem swój własny „Mini Bieg Umiarkowanego Rzeźnika”. I wygrałem. Z turystami z dziećmi.
Czego nowego się dowiedziałem?
- Zdołam w moim stroju przeżyć deszcz, nawet bez peleryny. To zasługa krótkich gaci, szkoda że w mojej kurtce przeciwdeszczowej są pod pachami wywietrzniki bo woda częściowo mi tam spływa. Do tego buff, pokrowiec na plecak i jazda.
- Przyjemność była dużą zasługą butów. Miałem tylko jedną parę, która nie przemokła. Moi przyjaciele dorobili się różnych dolegliwości stóp pływając w basenie obuwniczym. Ja używałem butów trekingowych + niskie stuptuty Raidlight, ciekawe jak by to zniosły lekkie buty biegowe.
- To, na co zwrócił uwagę w komentarzu Kg (dzięki!). Mógłbym na to nie zwrócić uwagi, ale faktycznie w schronisku po długiej drodze w bawełnie komfort jest ogromny. Daje odprężenie psychiczne. Ze spodni mógłbym zrezygnować, ale koszulka jest miłym dodatkiem. Polar lub spodnie, duże objętościowo można zawsze zaczepić o sznurki na zewnątrz plecaka.
- Prowiant był ok, trochę słodkości, orzechy i migdały a reszta w sklepach po drodze i na ciepło w barze czy schronisku. Jeśli cywilizacja na to pozwala, nie ma sensu nosić termosów, chleba, wędlin itp. Miałem za to gotowane jajka – super na przekąskę. W marszu wystarcza mi małe to i owo co 2 godziny.
- Sudokrem, moje wybawienie! Zawsze miałem przygody z otarciami, tym razem regularna profilaktyka zdziałała cuda. Wróciłem nienaruszony.
- Nie noszę swojego apratu. Tym razem mam fotki dzięki Szymonowi i Dorocie. Mógłbym kupić mały, lekki aparat gdyby robił dobre zdjęcia.
- Nie bawiłem się w małe pojemniki i zabieranie dezodorantu w płynie w małych ilościach. Miałem nawet rolkę taśmy srebrnej. Za to mała ilość papieru toaletowego i chusteczki, zapakowane w torebkę strunową idealnie mieszczą się w małą kieszeń w pasie biodrowym.
- Folii NRC nie użyłem, podobnie czołówki i apteczki. Spanie wyszło tanio a warunki na kwaterach były aż za dobre. Ręcznik … mogłoby go nie być. Owszem, użyłem, ale na upartego zdołałbym z niego zrezygnować.
Dowiedziałem się też rzeczy, która mnie najbardziej cieszy. Uwielbiam chodzić po górach i mam wielkie pragnienie by po nich pobiegać. Oczywiście, nazywanie Gorców czy Pienin górami jest miejscami dużym naciągnięciem, ale jako dotychczasowy amator powierzchni płaskich (konserwator również) chcę więcej. I szybciej. I dalej!