Belize, O wyzszosci trawy nad indykiem

28 listopada 2008

27 listopad

Tradycyjne amerykanskie swieto indyka czy Thanksgiving Day. Dla nas Polakow nic nie znaczace swieto, ale dla Amerykanow – numer jeden kiedy mozna sie bezkarnie nazrec. Na naszej wyspie nie specjalnie sie przejmuja tym, ze nie mozna kupic indyka. Coz oni tu maja swoje swiateczne potrawy…trawe i lobstera (homar), a wszsytko to w sosie reagge. My jednak postanowilismy jakos uczcic to swieto…ale wtakim bardziej lokalnym charakterze, wiec wybor padl w sposob oczywisty na … trawe. Dzien wczesniej JB zapoznal sie z miejscowym dealerem produktow rolnych, ktory obiecal sprostac postawionym wymaganiom, oczywiscie nie bez zadowolenia. Po dniu spedzonym na plazy, piwie i poddawaniu sie atmosferze „go slowly” przyszedl swiateczny wieczor. Zostalo przygotowane ciasto (miala byc niby imitacja indyka – ale chyba troche nie wyszlo) i cala kupa miejscowego ziela. Dobrze, ze na wyposazeniu znalazla sie fajeczka, bo gdybysmy musieli uzuwac gaztey nie byloby tak latwo. Zaczelismy degustowac mila atmosfere wieczoru….niestety okazalo sie, ze nasze potrzeby sa wieksze niz wczesniej zakladalismy i po godzinie musielismy zwiekszyc pierwotne zamowienie o 300%. Ogolna konkluzja wieczoru byla teoria, ze zamiast indykow powinno sie uzywac produktow zdecydowanie roslinnych. Cudownie upaleni tej nocy zasnelismy jak niemowleta.

Tym razem zdjec nie bedzie…

Belize, Blue Hole

26 listopada 2008

Blue Hole – swoisty fenomen natury (nie mylic z Blue Hole, Dahab, Egipt) to wielka jaskinia rafy koralowej, o niespotykanym, prawie idealnie okraglym ksztalcie przypominajacym bardziej podwodny krater. Odkryte przez Jacques’a Cousteau stalo sie w ostatnich latach kultowym miejscem, marzeniem kazdego pletwonurka.

Za jedyne 170 dolarow jestesmy szczesliwymi posiadaczamy vouchera uprawniajacego do 3 nurkowan tego dnia, w tym w slawnym Blue Hole. Po 2,5 godzinach kotwiczymy na brzegu krateru przy wejsciu poludniowym. Zanurzamy sie 5 metrow by sprawdzic czy sprzet dziala prawidlowo, po czym schodzimy na docelowa glebokosc 40 metrow, gdzie pod polka skalna wisza potezne, kilkunastometrowe stalaktyty. Glebokosc i panujace tam cisnienie pozwala tylko na kilkuminutowe podziwianie tego tworu natury, i po chwili podplywamy w kierunku srodka jaskini by spotkac ogromne rekiny – zarlacze biale. Nasz prowadzacy dive master powstrzymuje rozentuzjazmowanego JB przed podplynieciem zbyt blisko, wiec podziwiamy je na bezpiecznej kilkunastometrowej odleglosci. Te drapiezne zwierzeta wydaja sie byc malo zainteresowane nasza obecnoscia i plywaja leniwie w swoim wlasnym towarzystwie. Po 23 minutach wszyscy szczesliwi wynurzamy sie i wracamy na statek.

Drugie nurkowanie na Half Moon Caye i trzecie w miejscu zwanym The Aquarium to juz spokojniejsze nurki gdzie mozemy podziwiac ogromne lawice kolorowych ryb, od tych centymetrowych do tych metrowych. Spotykamy tez ogromnego kraba schowanego w jaskini, a Liq w ostatniej chwili wypatruje kolorowego, sympatycznego zolwia. Przed ostatnim nurkiem posilamy sie na niewielkiej, karaibskiej wyspie zamieszkiwanej przez spotykane tylko tutaj gatunki ptakow.

Weseli, radosni w poczuciu spelnienia mozemy wrocic przy zachodzie slonca na wyspe, posilajac sie owocowym ponczem zrobionym na belizyjskim rumie.

Belize, Caye Caulker

25 listopada 2008

Gdy wszyscy nam mowia, ze w duzych miastach Belize, czyli stolicy – Belmopan i Belize City jest syf, postanawiamy wiec przedostac sie od razu na wyspe Caye Caulker -turystyczne miejsce. Wyspa wita nas drewniana zabudowa i miejscowym haslem „Go slow”. Reggae, trawa, karaibski goracy klimat od razu wprawiaja nas w dobry nastroj. Biorac pod uwage ze w polsce jest 24 listopada i wlasnie spadl ogromny snieg cieszymy sie tym bardziej. Tradycyjnie juz bierzemy najlepszy hotel na wyspie i rozpoczynamy kolejne, „grube” wakacje podczas naszej wyprawy, odpoczywajac od wulkanow, erupcji, dziesiatek godzin spedzonych w autobusie.

Wyspa zamieszkiwana jest przez 1500 ludzi na powierzchni 7 km i szerokosci 500 metrow w najszerszym punkcie. Wiekszosc tutejszych to czarni rastafarani, wiec bardzo szybko lapiemy z nimi swietny kontakt. Zamierzamy spedzic tu 5 dni, na nic nierobieniu. Juz drugiego dnia spaleni sloncem i ogorzali wiatrem wylegujemy sie na stole do polowy zanurzonym w oceanie, przysluchujac sie reggae i raczac sie lokalnym piwem Belikin. W ramach aktywnosci fizycznej wybieramy sie wplaw na sasiednia, jak sie okazuje prawie bezludna wyspe. Czas leniwie plynie, mimo to zdarzamy sie jescze umowic na nurkowanie nastepnego dnia w Blue Hole.