Książka o Przystanku Woodstock

20 sierpnia 2010

Jako już kilkukrotny bywalec najciekawszego moim zdaniem spotkania z ludzmi pod chmurką w Polsce, z przyjemnością zakupiłem książkę o historii tego wydarzenia. Lektura wciąga.

Skąd się wziął Przystanek Woodstock i jak działa zawsze mnie ciekawiło. W tym roku, dla odmiany od lat poprzednich, zaokrętowałem się do ekipy służb czuwających nad działaniem imprezy – Pokojowego Patrolu, czerwonych koszulek. Książka jest wywiadem dziennikarza z organizatorem festiwalu, Jurkiem Owsiakiem. Ten, jak zwykle lubi opowiadać, a ma co, po tych kilkunastu latach przejść z najrózniejszymi ludzmi, grupami, organizacjiami.

Początki bawią, załatwianie wszystkiego przypomina bardziej kombinacje, niż organizacje. Powolne dochodzenie do rozwiązań spotykanych dzisiaj, mediacje z zespołami, poznawanie nowych ludzi mających kontakt do kolejnych artystów. Szukanie odpowiedniego miejsca gdzie można zorganizować koncerty.

Książka wszystkie te historie wymienia, opisuje w zabawny sposób, szczerym językiem. Do tego dochodzi cała masa zdjęc. Jeszcze milej czytać o imprezie, w której sam uczestniczyłem, korzystałem z niej i pamiętam co się wtedy działo.

Osoby, które na Przystanku nie były i mają o nim krytyczne zdanie zapewne nie polubią tej pozycji. Ja zawsze namawiam, by pojechać, spędzić wśród ludzi kilka dni, wtedy oceniać.

Urodzeni biegacze. Christopher MacDougall

16 sierpnia 2010

Oto książka, czytana przez większość biegaczy. Bestseller, podobno wciągająca i interesująca. Promuje indian i bieganie na bosaka (tyle o niej wiedziałem wcześniej). Kupiłem, przeczytałem.

Pozycja ta zrobiła furorę w Stanach kilka lat temu, teraz nadszedł czas na jej polskie tłumaczenie. Ja zabrałem ją jako lekturę w pociągu jadąc na Bieg Katorżnika. Te kilka godzin do Lublińca i spowrotem wystarczyło by ją skończyć.

Najogólniej, jest to powieść o przygodzie autora, jak jeździł po Meksyku i poznawał historię indian, który biegają dla przyjemności ultramaratony. Historia jest kolorowa, wesoła, pełno anegdot. Czyta się szybko i przyjemnie.

W międzyczasie poruszane jest wiele aspektów biegania, że buty z amortyzacją zniekształcają naturalne ruchy stóp, prowadzą do kontuzji, że to niegdysiejszy specjalista marketingowy firmy Nike wymyślił problemy, które miały jego amortyzowane buty rozwiązywać. Jest też długa rozprawa do czego tak naprawdę człowiek jest zbudowany, badania antropologiczne.

Konkluzja tych wywodów i przesłanie całej pozycji jest taka, że bieganie to najbardziej naturalne zajęcie człowieka, sposób na bycie w grupie, celebrowanie przyjaźni, utrzymanie zdrowia i kondycji na stare lata, sposób życia itp. Zamyka się ostatnią stronę z wrażeniem „łął, chcę biegać po 100 mil dziennie, skoro to takie fajne!”. I najlepiej boso.

Oczywiście, najlepiej wyciągnąć wnioski samemu. Bieganie ma być przyjemnością, a MacDougall odpowiada dlaczego.

No i tanio, 30 zł.

Triathlon: Through the Eyes of the Elite

15 czerwca 2010

Wczoraj, by nie było tak nudno i monotonnie, że ciągle tylko o tym bieganiu obejrzałem film o … triathlonie.

Triathlon, jako połączenie pływania, pedałowania na rowerze i standardowej przebieżki na koniec robi furorę na świecie. Wymyślono tę dyscyplinę zaledwie w latach 70-tych ubiegłego wieku, a już w roku 2000 triathlon stał się dyscypliną letnich igrzysk olimpijskich.

O tym właśnie film opowiada. Z jednej strony jest spojrzeniem jak elita trenuje, jakie nasi dzielni, amerykańscy sportowcy mają warunki i jak wiele czasu poświęcają na treningi. Z drugiej wspomina o kilku amerykanach i amerykankach chcących zakwalifikować się na igrzyska. Niestety, mimo że triathlon wymyślili amerykanie, to na pierwszych igrzyskach olimpijskich po złoto sięgnęli Szwajcarka i Kandyjczyk, a amerykanie znaleźli się daleko za czołówką.

Film jest przyjemny, pachnie oczywiście romantyzmem wobec niestrudzonych sportowców. Zaangażowanie w przygotowania jest ogromne nawet gdy chodzi o samo ukończenie dystansu, a co dopiero mówić o zawodowstwie. Nie wspomina on raczej o podstawach przygotowań czy możliwościach i wymaganiach organizmu i sprzętu. Myślę, że jest raczej dla osób, które interesują się sportami wytrzymałościowymi, lub same startują, bo dla postronnego obserwatora może wydać się, że to sport dla maniaków.