Egzamin dla kandydatów na kurs kontrolera ruchu lotniczego
10 marca 2010O pracy kontrolera ruchu lotniczego słyszałem pierwszy raz około rok temu. Znów trwa nabór, więć i ja wysłałem moją aplikację. Poniżej zostawiam mój zapis i kilka refleksji z pierwszego etapu rekrutacji na wymarzoną wieżę kontroli lotów.
Przygotowanie
Grupa około stu osób oczekiwała cierpliwie na możliwość wejścia do sali egzaminacyjnej. Niektórzy z obecnych byli tu już kolejny raz z rzędu, próbując dostać się na wymarzony kurs. Może część jest pasjonatami lotnictwa, może niektórzy szukają w tym zajęciu swojej szansy. Każdy ma swój powód, ja też.
Czego się można spodziewać po wysłaniu aplikacji wstępnej, jako kandydat? Odpowiedź jest prosta: maila z zaproszeniem na egzamin wstępny. To pewnie najlepszy sposób na odsiew chętnych. Oficjalnym kryterium przejścia przez pierwszą część jest odpowiednia znajomość języka angielskiego oraz wykazanie się predyspozycjami. Godzina zaledwie wystarczy, by sprawdzić obie te rzeczy!
To ciekawe doświadczenie, siedzieć w pełnej sali ludzi, wiedząc że tylko około 5% z obecnych spotka się z egzaminatorami w przyszłości, na kolejnych rozmowach lub już na kursie. Atmosfera zupełnie inna niż na tradycyjnych testach na studiach. Nie ma powtarzania tematu na ostatnią chwilę, przygotowania ściąg, zastanawiania się obok kogo usiąść by było łatwiej zapytać w trudnej chwili. Tu każdy jest dla siebie konkurencją, ale jak się przyjdzie ze znajomym, to czemu mu nie pomóc?
Wchodzimy do sali. Pani prosi o zajmowanie miejsc z przodu, jednak większość osób szuka miejsc lekko z tyłu, chowając się za kimś. Ja dziś mam ochotę na odmianę. Siadam w najbardziej środkowej kolumnie, w najbardziej na przód wysuniętym rzędzie. Miejsce twarzą w twarz z egzaminatorami. Wybornie. Długopis, dowód osobisty i paczka chusteczek na stół i możemy zaczynać.
Część pierwsza: angielski
Typowy test z angielskiego, prosto z Cambridge. Widziałem takich wiele przygotowując się do egzaminu CAE. Widziałem też takie w firmach na wstępnych testach z angielskiego, w trakcie procesu rekrutacji. Najpierw 40 pytań w 20 minut. Później osobna część 20 pytań na następne 10 minut. Zaczyna się łatwo. Test wyboru odpowiedzi A,B,C,D sprawdza czy wiem, gdzie znajduje się napis „nie parkować na chodniku”, „najlepiej spożyć przed .. ” itp. Później tekst o gwiazdach na niebie, podróży kolumba, zębach Brytyjczyków i już typowe gramatycznie zdania, sprawdzające czy znam konstrukcje zdań warunkowych, idiomów, związków frazeologicznych i innych.
Zrobiłem swoich błędów kilka. Czy znajomość tych wszystkich reguł jest niezbędna do porozumiewania się, rozumienia co do mnie mówi ktoś inny? Nikt nie sprawdza, czy znajomość gramatyki idzie w parze z umiejętnością zrozumienia. Kilka zdań wymienione z amerykańskim biznesmen, którego spotkałem 10 minut przed egzaminem w holu hotelu utwierdza mnie w przekonaniu, że angielski to mój drugi język bardziej niż test.
Część druga: sprawdzian predyspozycji
Drugie pół godziny przypomina test inteligencji.
- Zadanie kreślenia trasy samolotu, jak w labiryncie.
- Orientacja wg. kierunków świata i róży wiatrów
- Co nie pasuje wśród innych elementów.
- Uzupełnianie ciągów liczbowych, literowych, mieszanych.
- Zadanie tworzenia kwadratu magicznego
- Obliczanie średniej prędkości na trasie
- Proste zadania matematyczne z kilkoma niewiadomymi.

Nie brakuje też pytań z orientację przestrzenną:
- Mając widok trójwymiarowy figury należy ocenić jak będzie to wyglądało z boku, lub z dołu.
- Mająć figurę jak na obrazku obok, z kolorowymi wzorami na ścianach należy wybrać które sześciany z podanych w zadaniu można stworzyć, a których nie.
Test z jednej strony nie jest trudny, wystarczy dość szybko wymyślić sposób rozwiązania tych problemów, jednocześnie jednak wymaga pewnego obycia z podobnymi testami. Na pewno da się to wszystko rozwiązać za pierwszym razem.
Ja nie zrobiłem wielu błędów, ale zawsze kilka było.
Przyszłość i wnioski
Ktoś mnie zapytał czy się stresuję przed takimi egzaminami. Cóż … ani trochę. Tak już mam, w końcu to tylko test i nie zależy od niego ani moja edukacja, ani życie. Wiadomo, że idzie się na niego, by zdać jak najlepiej a nie by się przejechać na godzinę do Warszawy.
Mnie podróż kosztowała 3 godziny w każdą stronę. Wielu było z Wrocławia, Białegostoku, Poznania. Wyniki poznają wybrańcy za tydzień, gdy skontaktują się z nimi egzaminatorzy.
Czy takie testy mierzą cokolwiek? Znajomość angielskiego w jakiś sposób tak, na pewno jednak nie praktycznej. Znam z autopsji przypadki osób świetnie wyszkolonych teoretycznie, nie potrafiących swojej wiedzy użyć. Ja mam odwrotnie, dogadam się po angielsku z każdym, ale podobnie jak z językiem polskim – wszystkich zasad gramatycznych na pamięć nie znam. Test predyspozycji mierzy jakąś pomysłowość czy umiejętność myślenia. Ktoś oderwany od klucza francuskiego czy wprost zza lady w barze „U Staszka” nie będąc idealnym kandydatem odpadnie.
Epilog
Po dotarciu autobusem 175 na Dworzec Centralny zainstalowałem się w pociągu powrotnym, który dosłownie w tej samej sekundzie wjechał na peron. Ponieważ poprzedni tydzień przesiedziałem w domu, zamiast wyzdrowieć to zdaje się że przeziębienie jeszcze się nie skończyło. Po aplikacji Fervexu w podwójnej dawce odpadłem już po dobranocce.