Podsumowanie miesiąca, kwiecień 2010
1 maja 2010Mało treningów, a na koniec maraton. Bywało w życiu lepiej.
Początek był niezły, trzymałem się ok 40 km tygodniowo bez problemu. W neidzielę wielkanocną dla odmiany nawet wybierająć się na szybkie kilka godzin w zakopiańskich górach. Potem, gdzieś po drodze, zapomniałem o niezbędniku rozciągania i zaczynając biegi po 10 minutach miałem sztywne mieśnie i nie chciało mi się na siłę w takim bólu biegać. Dzięki temu raz wróciłem z biegania pieszo bardzo wcześnie … Pooglądałem biegowe okolice Balic, nauczyłem się też biegać w deszczu. Strój na każdą pogodę mam skompletowany i warunki atmosferyczne nie są mi straszne.
W zamian nadrabiałem jeszcze dystans pieszym chodzeniem do domu, ale wiele to w całym poglądzie nie zmieniło. Ostatni bieg przez maratonem zrobiłem w poniedziałek, więc rzuciłem się na zawody po tygodniowej przerwie. Bogatszy dzięki temu jestem o koszulkę New Balance i puszkę bezalkoholowego piwa w lodówce od organizatorów. Jedno czego mi z pewnością brakuje, to przyzwyczajenia do niewygody psychicznej i bólu w trakcie biegania. Następny maraton może na jesieni.
Po małych kombinacjach mam nowe buty do biegania po górkach i piachu, które zamierzam mocniej sprawdzić już na Harpaganie za tydzień. Kończąc zatem te na siłę naciągane 160 km w miesiącu udaję się na majówkę do Szczecina.