Ultramarathon Man: Confessions of an all-night runner
17 marca 2010A co… pozwoliłem sobie. Tego Pana już wspominałem przy okazji jego projektu przebiegnięcia maratonu w każdym stanie USA. Tym razem poczytałem jego książkę, biografię napisaną jeszcze przed realizacją pomysłu maratonu na śniadanie.
Dean Karnazes, bo o nim mowa biegał od cholery w dzieciństwie, po czym przestał na kilkanaście lat. Wrócił do tego sportu dopiero w wyniku skondensowanego kryzysu wieku średniego w swoje 30-ste urodziny. Książka jest jego historią treningów i zawodów w szkole, a później powrotu do biegania i wyznaczania sobie kolejnych granic.
Najprzyjemniej czyta się opowieści o najbardziej przełomowych biegach. Opowieść jest lekka i przyjemna, bo niecodzień można poczytać o kolesiu zamawiającym pizze na środku pustkowia o 3 w nocy, albo dokładnej relacji z kilkunastogodzinnego biegu górskiego z perspektywy zawodnika. Wiele się może zdarzyć w takiej imprezie jak biegi terenowe, na orientację, czy choćby całodniowe chodzenie po górach – wie to każdy kto raz próbował.
Inna sprawa, że Dean jest maniakiem biegającym przez połowę czasu dnia. Znów, przykład godny gdy pasję można realizować nie zaniedbując codziennej pracy czy rodziny.
Ciekawym wątkiem są przyczyny biegania. Nie każdy może powiedzieć, że pierwszy maraton przebiegł zbierając po dolarze na cele charytatywne za każde okrążenie na szkolnej bieżni. W dorosłym życiu było to już nie tylko bieganie by zachęcić innych do ruchu na świeżym powietrzu, ale też zbiórka pieniędzy na przeszczepy serca.
To miła pozycja i gdy zacząłem czytać nie miałem ochoty przestawać.
