Podsumowanie miesiąca, Luty 2010

1 marca 2010

Myślę, że dobrą praktyką będzie podsumowanie miesiąca, czyli co planowałem, a co w praktyce udało mi się zrobić. Luty jest jak do tej pory najintensywniejszym biegowym miesiącem w moim życiu … to dopiero nowe doświadczenie.

W lutym nabiegałem 163 km, czyli więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Wszystko idzie prawie zgodnie z planem, opuściłem jedno długie wybieganie, z drugiej strony zauważyłem jak reaguje organizm po dwugodzinnym wysiłku. Pomimo trudnych warunków na początku miesiąca nie miałem problemu z temperaturami -20 st C. Organizm reaguje prawidłowo, żadnych przeziębień ani przechłodzenia organizmu łykaniem zimnego powietrza.

Bieganie po lodzie było znacznie łatwiejsze niż później, po zwałach śniegu o konsystencji piasku. Przez to zamiast w drodze do domu zostało mi kręcenie kółek w parku co też było relaksujące. Kilka szybszych dni treningowych, między innymi znacznie szybszy bieg w ostatni wtorek. Zwiedziłem za dnia Giebułtów, Pękowice, odwiedziłem też Zielonki – nie ma to jak poznawanie okolic zimą.

Głównie skoncentrowałem się na poprawieniu siły mięśni, nie mam problemu z długim bieganiem, drętwieniem czy sztywnością. Borykałem się z tym odkąd pamiętam i zawsze przeszkadzało mi to biegać dalej. Nie jestem demonem prędkości, ale wszystko w swoim czasie. Trochę podbiegów, przebieżek, przyspieszeń i zwolnień, chociaż głównie spokojne wybiegania. Jest przyjemnie.

Regularne, dokładne rozgrzewki i rozciąganie po biegu jest oczywiście konieczne, czego się trzymam.

Jest cieplej, a do biegania mam wciąż więcej. Pierwszy sprawdzian biegowy już za 3 tygodnie a Cracovia coraz bliżej. Ostatni dzień miesiąca za to to festiwal problemików i w rezultacie najgorsze wyjście w tym roku. Pierwszy błąd to wyjście ‘już’. Należało się przygotować, zjeść 2 godziny przed wyjściem, wypić trochę, sprawdzić pogodę. Już przy rozgrzewce wszystko nie pasowało, mięśnie bolały – być może wynik braku rozciągania w sobotę po biegu „bo sprawdzę jak to będzie bez”. Biegłem, szedłem, biegłem, szedłęm. Skróciłem trasę, bo biegałbym pewnie i 3 h z takim zapałem … W trakcie biegu ciągłe myśli o tym co mam zrobić po powrocie, że muszę wrócić bo jestem umówiony, bo jutro przeprowadzka. Psychika zajęta czym innym w bieganiu nie pomaga i wychodzi kupa. Bonusem była słoneczna pogoda, przez co najpierw za ciepło, potem za zimno, a na końcu efekt przewiania, katar i bolące gardło na początek marca.

Pomimo wszystko, to był dobry miesiąc. Teraz czekam na mapy topograficzne i wplatam w biegi zwiedzanie nowych okolic Krakowa.

Jedna odpowiedź do wpisu “Podsumowanie miesiąca, Luty 2010”

  1. piotr napisał(a):

    163 km OMG!

Zostaw odpowiedź