50 maratonów w 50 stanach w 50 dni

18 lutego 2010

Filmów o maratonach ciąg dalszy. W 2006 Dean Karnazes, postać znana wśród światka ultrabiegaczy, zrealizował projekt 50 maratonów w 50 stanach w 50 dni. Dokumentuje to film „UltraMarathon Man: 50 Marathons – 50 States – 50 Days”.

Człowiek, który kilka godzin dziennie spędza na bieganiu tak czy inaczej,stwierdził że przebiegnie maratonów 50 w 50 dni, każdy w innym stanie USA a zakończy bieganie na maratonie w Nowym Jorku – największym chyba i najbardizej medialnym maratonie na świecie. Projekt ciekawy, na miarę ludzi, dla których „zwykłe” bieganie w maratonach 100,200 mil, 24 godziny i więcej już spowszedniało. Cel: charytatywny i motywujący, więc godny pochwały.

Karnazes stał się sławny po wydaniu książki „Ultramarathon Man: Confessions of an All-Night Runner”, więc ma już dobrą siłę przebicia na realizację takich projektów.

Przyszło mi na myśl, że fajnie byłoby w ten sposób właśnie poznawać np. stolice wszystkich krajów europejskich. Przebiec w nich po maratonie i nacieszyć się trochę. Takie weekendowe wypady za miasto. Ja na początek wybrałbym Paryż i np. Monte Carlo.

Swoją drogą, na ING New York City Marathon Course Video jest pokazana trasa nowojorskiego maratonu z pozycji biegacza.  Bardzo motywujący projekt, oglądam właśnie kolejny raz. Ciekawie byłoby wizualizować sobie trasę biegu, a nawet pooglądać trasy z poprzednich edycji. Wyobrażam już sobie zapis ścieżki Ultra Trail du Mount Blanc, albo polskiego Harpagana

http://www.ultramarathonman.com

Spirit of the Marathon

17 lutego 2010

Dość przypadkowo natraiłem na zrealizowany w 2007 roku film „Spirit of the marathon”.

W charakterze filmów dokumentalnych nie widziałem do tej pory obrazu  o kilku miesiącach przygotowań do maratonu. Bieg ten podobno jest w stanie przebiec każdy, gdy się przygotuje przez kilka miesięcy. Historia opowiada o dwójce zawodowych biegaczy: Daniel Njenga – wielokrotnie drugi lub trzeci w maratonie w Chicago oraz Deena Kastor, która wraca do biegania po kontuzjach. Tuż obok nich zupełni amatorzy jak samotna matka, biegająca po rozpadzie małżeństwa, blisko 70-cio letni dziadek, który podjął się tego wyzwania na stare lata oraz inni biegacze-amatorzy.

O ile do zawodowców jeszcze mi daleko, o tyle łatwiej i przyjemniej obserwuje się zwykłych biegaczy i ich wysiłek. Ciekawe, że tyle Amerykanów stwierdza,  że nie zdołaliby biegać gdyby nie wiązało się to z … ogromnym spotkaniem towarzyskim i plotkarskim.

Każdy ma swoje powody by biegać, każdy też ma swoje cele, które chce osiągnąć. Film w sam raz na etap, gdzie ja się znajduję, na 2 miesiące przed moim pierwszym biegiem na takim dystansie. Obejrzę za rok i porównam wrażenia.

Idealna pozycja dla amatora do biblioteki z napisem „inspirational movies”.