Krótka historia biegania
19 lutego 2010Pierwszy raz po to by biegać wyszedłem 3 lata temu. Mając lat 24, wyszedłem biegać w wieku w którym znaczna część ludzkości, a na pewno Polaków, przestaje biegać. Ja właśnie zaczynałem.
Po kilkunastu latach bumelowania na ławce na w-fie w podstawówce, zwolnienia lekarskiego z wszelkich ćwiczeń na dalszych etapach edukacji, raptem przed skończeniem studiów zachciało mi się ‘pobiegać’. Pomysł dojrzewał przez czas jakiś, aż w końcu zrobiłem moje pierwsze 2 minuty biegu / 8 minut marszu w któryś z lutowych wieczorów. Szczecin, ul. Witkiewicza, 2007. Towarzystwo Pastora i Esesa.
Historia tego biegania jest jednak uboga. Potrzeba ruchu zrodziła się z powodu statycznej pracy, siedzenia w miejscu przez kilka godzin dziennie, kiedy uczucie wchodzenia nóg w tyłek jest nie do zniesienia. Tak minęło pare lat, bieganie po max 5 kilometrów lub 30 minut dziennie swobodnym tempem. Pierwsze 30 minut biegu non stop uczyniłem we wrześniu na stadionie polickim. To był przyjemny dzień, kiedy potrzebowałem prostej trasy biegowej a nie lasów dookoła.
Czerwiec, pierwszy zakup butów do biegania w sklepie sportowym. Pierwszy raz przez kilka miesięcy bieganie stało się regularne. Na pewno ogromna ilość tras w parku i lasach w Stockholmie mi to ułatwiła – w takich warunkach po prostu chce się biegać jak najdłużej. Polskie parki, uliczki i stadiony to nie jest miejsce gdzie pragnę biegać. Ot, jest miejsce, więc mi odpowiada, ale do naturalnego środowiska biegacza jeszcze jest im daleko.
Fajnie jest biegać po ulicy. Albo inaczej. Fajnie jest uczestniczyć w zorganizowanej imprezie. Dużo się dzieje, ludzie chętnie opowiadają to i owo, każdy się rozgrzewa, jest atmosfera oczekiwania. Wrześniowy Bieg Podgórski był pierwszym takim sprawdzianem czy umiem biegać. Pierwszy raz na dystansie 10 km był nadzwyczaj lekki. Przyjemny bieg, ciepła pogoda, dużo uśmiechniętych twarzy po drodze. Przypadek sprawił, że zabrałem małą butelkę wody w ręce, co było najlepszą decyzją tamtego popołudnia. Z jedną refleksją wróciłem wtedy: szkoda jest czasu na to, by jechać ponad godzinę na bieg 55 minut. To samo można zrobić za darmo niedaleko domu. Mi dobrze się biega samemu, bez towarzystwa, mimo że biegałem po drodze naprawdę z wieloma towarzyszami, co ogromnie miło wspominam. Lubię samotność, kiedy trening fizyczny jest odpoczynkiem dla psychiki. No… może nie teraz, kiedy właśnie ćwiczenie wytrwałości jest jedną z istotniejszych spraw do wypracowania.
Plan na rok 2010 to bieganie i marsze na orientację. Wyzwanie zapoczątkowane Harpaganem 33 (ok 60 km w nogach przy wycofaniu), oraz udowodnienie sobie samemu, że można polec nawet po 40 km na H-34 powraca.
- 28-02-2010 Zabierzów, 8km - bieg towarzyski na którym mi mało zależy. Wolę wybiegać wtedy ok 20 km.
- 20-03-2010 Kraków, 21km - jestem już zapisany, 6 okrążeń na krakowskich Błoniach.
- 25-04-2010 Kraków, 42 km - zapisany, sprawdzian wytrzymałości by dotrwać do mety
- 20-05-2010 Kierat, 100km, 3500 m przewyższeń. Sprawdzian nawigacji , jedzenia i picia i wytrzymałości przez 30 godzin chodzenia non stop.
- 05-06-2010 Festiwal Biegowy w Krynicy-Zdrój. Maraton albo ultramaraton 90km. To może być zbyt wysoka poprzeczka ale ocenię czy możliwe do zrealizowania po maratonie.
- 19-06-2010 Grassor, Biały Bór, 50/100 km – daleko, k. Szczecinka. Bardziej jako sprawdzian nawigacji na najtrudniejszej ponoć trasie w sezonie. Jeśli już startować, to na trasie 50km.
- 15-08-2010 Katorżnik, 10km - zapisany. Wakacyjna zabawa.
- 28-08-2010 Police, 100 km - impreza mała, towarzyska. Jeśli akurat będzie to dla mnie wolny weekend chcę potraktować jako wypad treningowy.
- 12-09-2010 Wrocław, maraton – jeśli będę w kraju chętnie pozwiedzam Wrocław w ten sposób.
- 15-10-2010 Harpagan, 100km - docelowa impreza tego sezonu i cel: Ukończyć w czasie .
Ile z tych planów uda się zrealizować, jak wypadną i jak spojrzę na to z drugiej strony, kto wie … ja już jestem ciekaw.