Nicaragua, Ometepe – wyspa dwóch wulkanów
9 listopada 2008Wtorek, 4.11
Pozegnalismy sie z Kostaryka bez zalu, zdenerwowani na samym koncu oczekiwaniem w dlugiej kolejce po pieczatki wyjazdowe. Nadal podrozujemy w dwoch ekipach, My: Marko, JB, Seba, Liq, Zbynek druga grupa, potocznie zwana Trolami: PI, Lukas, Tomas i Pablos, ktorzy to pojechali na Pacyficzne wybrzeze Nicaragui do San Juan del Sur, gdzie aktywnie nie robili nic. No moze nie do konca – NIC. Pequeni Inka odkryl nowe powolanie byciem „szefem”… Poza tym …duzo sie zmienil…powoli zaczynamy z nim tracic kontakt, a moze on sam z rzeczywistoscia.
Pozostalym Penetratorm, po kilku przesiadkach udalo sie dojechac do San Jorge, gdzie bierzemy prom, ktorym docieramy na wyspe Ometepe – najslawniejsze miejsce w Nicaragui, majestatyczny widok na wyspe stworzona z dwoch wulkanow na srodku jeziora Nicaragua. Kraj ten zdecydowanie jest mniej rozwiniety niz wczesniej odwiedzane, jednak od poczatku czujemy przyjazna atmosfere jaka w nim panuje. Po poznaniu sie ze szwedzka backpackerka podrozujaca samotnie przez 4 miesiace po Ameryce Srodkowej trafiamy do niedalekiego baru, gdzie z wielka rozkosza chlodzimy sie litrowymi piwami i pozywiamy sie wysmienita rybka.
W ciagu kilku nastepnych piw zaprzyjazniamy sie mocno z obsluga, polowa ludzi na ulicy oraz innymi mieszkancami miasteczka Moyogalpa. Polecaja nam kilka nor mogacych sluzyc nam za nocleg (ok 6 dolarow), jednak nasi wymagajacy transportowcy decyduja sie na najdrozszy hotel w miescie w cenie ok 30 dolarow za pokoj. Kontynuujac szwedzko-polsko-nicaraguanski wieczor zaprawiamy sie solidnie przed planowana jutrzejsza wyprawa na wulkan Conception, wyzszy z dwoch na wyspie, 1600 m n.p.m.
Poszukujac wrazen na miescie natrafiamy na wesole miasteczko, ktory szybko nazwalismy miejscowym Disneylandem w ktorym znajdowaly sie dwie karuzele i strzelnica. Rozochoceni wizja szalonej i ekstremalnej przygody pakujemy sie na karuzele lancuchowa napedzana silnikiem od BMW. Nikt tez nie zamontowal zapiec na siedzeniach. Przejazdzka mimo ze bardzo wesola trwa krotko poniewaz skonczylo sie paliwo, ale nie nasza zabawa.
Przesiadamy sie na diabelski mlyn, gdzie szybko stwierdzamy ze w zabawce brakuje silnika. To tez nie przeszkodzilo by zabawa byla przednia. Raptem nadbiega 5 silnych gosci z obslugi ktorzy wlasnymi rekoma wprowadzaja karuzele na najwyzsze obroty. Lapiemy sie kto czego moze aby nie wypasc z rozpedzonych krzeselek. Juz teraz nie wiemy czy kreci nam sie w glowie od karuzeli, czy od wypitego Johnny Walkera. To niesamowite przezycie zostaje w nas jeszcze na dlugo a ci, ktorych zabawa ominela nie moga odzalowac jeszcze do dzis.