Meksyk, Tulum c.d.
30 listopada 2008Nastepny dzien przynosi penetracje kolejnych cenotow. Jako pierwszy wybieramy Calavere, gzie mozemy obserwowac halokline czyli mieszanie sie wody slonej i slokiej. Zjawisko absoloutnie niesamowite, trudne do opowiedzenia. Gdy sie delikatnie podplywa do halokliny wyglada to tak, jakby woda skladala sie z poukladanych na sobie idealnie warstw szkla, ktore rozszczepiaja padajace promienie swiatla. Gdy ja poprzez wpyniecie nastepuje zmacenie w tym obszarze – nagle wystepuje utrata ostrosci – tak jakby patrzec przez mrozona szybe. Zmysly wariuja. Dopiero po przebiciu sie nizej (wystarczy 1m) wszystko wraca do pefrekcyjnej ostrosci, ale juz w slonej wodzie, ktora co ciekawe jest ok 3C cieplejsza niz slodka. Wplywamy tez do calkowicie ciemnej podziemnej jaskini, w ktorej czujemy sie jakbysmy unosili sie nad inna planeta. Smaczku dodaje to, ze jestesmy tam zupelnie sami. Drugie nurkowanie to juz w bardziej slawnym miejscu – Grande Cenote. Olbrzymi podwodny zbiornik z mnostwem stalaktytow i stalagmitow. jest piekna sloneczna pogoda, ktora poteguje tylko zjawisko przenikania swiatla w wodzie. Widoczki i wrazenia w stylu: zobaczyc i umrzec w pelni szczescia.
Po poludniu wybieramy sie na plaze, ktora tu wprost zachwyca, prawie idealnie bialy miekki piasek, odpowiedni zestaw kolorystyczny wody i palemki. Zreszta zobaczcie sami – nie zapominajac, ze jest 30 listopada. Obok znajduja sie ruiny slawnej twierdzy w Tulum.