Kostaryka, Playa del Coco
8 listopada 2008Wreszcie slonce i plaza, niestety jest to od strony Pacyfiku, wiec piasek szaro-czarny, ogolnie nie ciekawy. Natomiast zatoka z porozrzucanymi wysepkami robi mile wrazenie. Bierzemy lepszy hotel (17$os) – by sie troche odchamic i wysuszyc do konca. Zostajemy tu 2 dni. Basen, wygodne, klimatyzowane pokoj, widok na ocean, mila restauracyjka – pozwala na chwile zapomniec o smietnikowym otoczeniu. Choc musze napisac w obronie Kostaryki, ze bardzo tu dbaja o czystosc i brak smieci na ulicach, przynajmniej w tych miejscach gdzie przebywaja turysci.
Dzien wczesniej przyjechala tu reszta grupy, ktora odpuscila Monteverde i znalazl sie nawet Cojak! Jestesmy w komplecie.
Juz jutro opuszczamy Kostaryke, wiec oto porcja ciekawostek na temat tego kraju:
- W kraju jest znacznie wiecej zajebistych lasek, w porownaniu na przyklad do Panamy. Im blizej Nicaragui, tym lepiej.
- Kraj jest niby rozwiniety gospodarczo, czuc ze zyje turystyka chociazby po ilosci osob mowiacych po angielsku i ludzi prowadzacych swoje biznesy. Jednak jest to czasem przykrywka dla biedy ludzi tutaj
zyjacych.
- Stolica Kostaryki, San Jose, jest zbiorowiskiem domow ktore budowane sa jakby jeden na drugim. Znaczna ich czesc otoczona jest trzymetrowym plotem, kratami w oknach i drutem kolczastym gdzie sie da. Wejscie do naszego hostelu przypominalo bardziej wiezienie.
- Lokalna waluta jest Colon, jednak rownie chetnie sprzedawcy przyjmuja dolary, wydajac reszte w Colonach. 1$ to ok 550 c. Nominaly ponizej 1000 colonow sa monetami, niezwykle ciezkimi i wielkimi ktore bardzo szybko powoduja oberwanie kieszeni. Bardziej przypominaja pokrywki do garnkow niz srodek platniczy.
- Na waskich, kretych odcinkach gorskich drog kierowcy popierdalaja nie przejmujac sie ani ryzykiem zderzenia, ani spadniecia w przepasc. W San Jose mozna nawet zostac rozjechanym i trudno powiedziec czy kierowca zwrocilby na to uwage.
- Najpopularniejsze lokalne piwo to Imperial w cenie ok 1$ (0,3 l)