Kostaryka, Monteverde
7 listopada 2008Po ponad 5 godzinach, w tym 2 godziny po ciezkiej gorskiej blotnistej drodze docieramy do ´perelki´ turystyki gorskiej. Komercja i duzo turystow, czyli jest tak – jak nie lubimy. Trudno, ale za to tutejsze atrakcje, ktore wybieramy rekompensuja nam otoczenie. Jestesmy w piatke (JB, Marko, Zbyn, Seba, liq) razem z Penetratorkami.
Zip Lines – czyli najwiekszy park linowy, 14 lin (najdluzsza ma 750m i 300m nad ziemia) zapewnia dosc niezly zastrzyk adrenaliny. Zreszta nie ma co pisac – zobaczcie na zdjeciach. Zabawa trwa ok. 2,5h. (35$). Po krotkiej przerwie od razu jedziemy na canyoing. Ufff…tu jest naprawde fajne. 6 wodospadow, z czego najwiekszy ma ponad 50m (45$). Jest wysilek, jest zabawa. Najciekawszym momentem okazuje sie akcja ratunkowa dla Eweli, ktora utknela na polce skalnej, znajdujac sie w pulapce 30m nad dnem wawozu (wiecej na ten temat dziewczyny pewnie opowiedza na swoim blogu). Marko I JB maja niedosyt i udaje im sie zejsc poraz drugi na ostatnim wodospadzie szalejac juz co nieco :).
Podsumowujac bylo bardzo fajnie, duzy szacun dla Penetratorek za odwage i poswiecenie szczegolnie na canoyingu (zgubione szklo kontaktowe). Miejsce warte odwiedzenia w Kostaryce, szkoda tylko, ze nie dopisala nam pogoda. Mamy zdecydowanie dosc deszczu, blota, zimna, mgly i niedoschnietych zatechlych ciuchow.
Z ciekawostek przyrodniczych: Zgaga zostala przenickowana na Cojakowa. Czlonkowie i czlonkinie zgodnie stwierdzili, ze obie postacie maja duzo wspolnego.

