Honduras, Copan

16 listopada 2008

najslawniejszych ruin Majow w Hondurasie. To male miasteczko pozytywnie nas zaskakuje, jeszcze nie zdarzylismy wysiasc z autobusu kiedy przez okna dogadalismy sie z miejscowymi ktorzy podstawiaja pickupa by zawiesc nas do hotelu za 5 dolarow. Miateczko zupelnie rozni sie od tego co do tej pory widzielismy w Hondurasie, jest czysto, przyjaznie, klimatycznie. W zestawie do pokoju hotelowego dostalismy tez przewodnika ktory zaprowadzil nas do knajpy i pokazal najwazniejsze punkty w miescie.

Po posilku udajemy sie do Ruin Copan, ktore okazuja sie byc bardzo rozlegle i poniewaz wciaz restaurowane, zastajemy sie w swietnym stanie. Spokojnie zwiedzamy i podziwiamy kulture sprzed tylu setleci i postanawiamy uwiecznic nasze odwiedziny na kliszy fotograficznej z banerem nie spodziewajac sie ile zamieszania mozemy w ten sposob wywolac. Okazuje sie, ze fotografowanie sie z jakimikolwiek banerami, reklamami itp jest zabronione. Coz… oddalamy sie wiec od straznikow probujac szczescia kilkadziesiat metrow dalej. Coz, miejscowa policja ma wtyki wszedzie i po kilku minutach przychodzi do nas dwoch policjantow uprzejmie informujac co wolno a co nie wolno. Wydawaloby sie, ze zapewnienie o nie robieniu dalszych zdjec wystarczy, ale policjanci najwyrazniej nieczesto maja okazje na „akcje” wiec korzystaja ze sposobnosci. Teraz przychodzi ich od nas juz 5ciu, witajac sie i zadajac usuniecia wszystkich zrobionych zdjec… Coz, trudno, szkoda by przesiedziec 48 godzin w honduraskim karcelu za pare fotek. Ale nie ma tak latwo! Przy wyjsciu, grupa juz chyba wiekszosci funkcjonariuszy wymaga od nas zaprezentowania naszego baneru i spisania wszystkich informacji wywrotowych ktore sie na nim znajduja. I co z takimi zrobic… zegnamy sie wiec uprzejmie, robiac jeszcze kilka zdjec na odchodne z ukrycia, a miejscowa policja odprowadza nas do wyjscia wzrokiem…

Juz jutro zegnamy sie z Hondurasem, przed nami Salvador.

Zostaw odpowiedź