Gwatemala, Tikal
24 listopada 2008Po wykorzystaniu wszystkich dostepnych opcji i atrakcji wokol jeziora Atitlan. postanawiamy pojechac od razu do ostatniego planowanego punktu w Gwatemali, czyli Tikalu.
Wybieramy rozwiazanie z zalozenia lekkie, latwe i przyjemne. Bierzemy busika turystycznego dla bialych, emeryckich turystow. Musimy przejechac ponownie przez Antigua i potem po zmianie busa do Guatemala City, gdzie koles dostarcza nas wprost na terminal autobusowy prowadzacy rejsy w interesujacym nas kierunku. W zalozeniu mial to byc przejazd ekonomiczny, wiec terminal nalezy do baaaardzo oszczednych, zeby nie napisac „smietnikowych”, ktory wyglada bardziej jak skrzyzowanie fast fooda z warsztatem samochodowym. Sam oddala sie w mgnieniu oka, zostawiajac nas w towarzystwie lokalnych mieszkancow i dwoch okolo 30-letnich autobusow, ktore maja byc naszym transportem.
Po jakiejs godzinie zajmujemy miejsca w autobusie. Pomijajac wysoki stopien zaplamienia foteli i zakurzenia okien, wydaje sie byc, ze nocna podroz uplynie w miare komfortowo. Lekkim minusem jest fakt, ze mimo iz toaleta w autobusie istnieje, to dostepu do niej broni gruby lancuch i potezna klodka. Wszystkie miejsca sa juz zapelnione nie ustaje, a o potok ludzki nie ustaje i coraz bardzej zdziwieni obserwujemy jak kolejni pasazerowie tego autobusu nocnego (przewidywany czas podrozy 9 h) zajmuja swoje miejsca stojace. Chwile pozniej nastepuje roszada miejsc w kolejnosci wysiadajacych oraz miejsca stojace wyposazone zostaja w plastikowe stolki. Upakowani jak sardynki w nieprzytulnie cieplym i dusznym autobusiku spedzamy nastepne godziny, by o 5 rano dotrzec w koncu do Santa Elena. Naszym celem jest Flores – mala wyspa na jeziorze, obok miasta Santa Elenta, znajduje sie na niej 27 hoteli i z pewnoscia nie mniej restauracji. Jest to glowne miejsce wypadowe na Tikal – najwieksze i najbardziej znane ruiny Majow.
Wysadzaja nas w ciemnej uliczce obiecujac ze ktos sie nami wkrotce zainteresuje. Tak sie tez dzieje i po chwili pedzimy malym colectivo przez most na wyspe. Po nocnym przeczesaniu hoteli, odsypiamy jeszcze 2 godziny, by z samego rana ruszyc na podboj starozytnego miasta. Poczatek cywilizacji Majow datowany jest na 3000 lat p.n.e. a ruiny Tikal pochodza z ok 800 r.n.e. To co robi najwieksze wrazenie, to ogrom budowli postawionych w srodku tropikalnej dzungli. Jestesmy tym bardziej zaskoczeni, gdy spotykamy Penetratorki na glownym placu miasta Tikal, ktore uzyczaja nam mapy i sluza za przewodniczki. Spedzamy tam wiekszosc naszego dnia, ktory jest juz naszym ostatnim dniem w Gwatemali.
Podsumowanie:
Gwatemala wydaje sie najgorszym krajem jesli chodzi o przyjaznosc ludzka, mimo ze wiele miejsc celuje w turystow. Spirale strachu tym bardziej nakrecaja media, gdy w kazdej gazecie pierwsze 8 stron opisuje morderstwa z ubieglej nocy, np. porachunki gangow, kolejny zabity taksowkarz (to juz 39 w tym roku) czy turystyczny bus w ktorym znaleziono kilkunastu turystow, ktorzy potracili glowy.
Gwatemala wcale nie okazuje sie tanim krajem, szczegolnie transport i piwo (ok 2$ w kiepskiej knajpie).
Lokalna waluta to Quetzal, gdzie 1$ to ok 7,5Qz.
Rankiem wyjezdzamy do Belize i kierujemy sie radosnie w kierunku karaibskiego wybrzeza.