El Salvador, Santa Ana

17 listopada 2008

Plan jest taki, ze nie ma planu. Po prostu sobie jedziemy przed siebie w tylko ogolnie okreslonym kierunku…. i nawet udaje sie nam w ten dzien przejechac ok. 150km w lini prostej. Wszystkie potrzebne informacje o miejscach terminali, autobusach, itp. uzyskujemy od przygodnych ludzi. Jest zabawnie i na totalnym luzie. Kiedy w koncu udaje sie nam dotrzec na granice salwadorska w jakims zadupiu (po przejechaniu przez kawalek Gwatemali, bo tak podobno bylo blizej) zastajemy celnikow grajacych w pilke. Znudzeni ogladaja nasze paszporty i zadaja jakies bezsensowne pytania, typu: po co sie w ogole tu pchacie? W koncu bez wiekszych opoznien i problemow dostajemy pieczatke wjazdowa (na usilna nasza prosbe) i wchodzimy na teren Salwadoru. Wokol przejscia granicznego totalne pustki, jesli juz kogos spotykamy, to albo jest pijany albo jakis pierdolniety (jeden gosc np. nam salutuje caly czas). W koncu udaje sie nam zlapac lokalny autobus do najblizszej wiochy a potem dalej, do drugiego co do wielkosci miasta Salwadoru. Wczesniej poczytalismy co nieco o historii tego kraju i warunkach tam panujacych. Wszystkim niby ma rzadzic najbardziej grozna i bezlitosna mafia MARA SALVATRUCHA. Panstwo o najwyzszej statystycznie liczbie zabojstw – dziennie (10). Bardzo niebezpieczne, w przewodnikach zalecaja unikanie go. Z takim nastawieniem wjezdzamy do tego kraju. Co sie okazuje? Ze rzeczywistosc jest zupelnie inna. Pierwsze co sie rzuca w oczy to wielka religijnosc lub Bogobojnosc mieszkancow. Na kazdym samochodzie przyklejone sa nalepki typu: ” Bog mnie prowadzi”, „Ufaj tylko Bogu”, „Bog moja sciezka” itd, cale setki nalepek. Moze przy tak zagmatwanej historii i losach tego panstwa – ostateczna nadzieja jest wlasnie wiara w Boga.

Poznym popoludniem docieramy do Santa Ana, gdzie z pomoca uczynnych mieszkancow znajdujemy hotel – kolejna nore bez okna za „jedyne” 7,5$ za glowe. Lapiac ostatnie promienie slonca robimy zdjecia zabytkowej i ogromnej katedry (jak na warunki Am. Sr i Pld), potem wloczymy sie do pozna po kolonialnych uliczkach tego sympatycznego miasteczka. Jest spokojnie i zupelnie nie ma zadnych oznak przemocy czy niebezpieczenstwa.

Zostaw odpowiedź