Panama, Puerto Lindo

23 października 2008

Kilka dni nie dawalismy znaku zycia, ale to tylko dlatego ze cywilizacje zostawilismy daleko w tyle. Zasieg byl tylko czasami, co sprawdzali nasi spece telekomunikacyjni. Ale po kolei.

Po wczesniejszym ugadaniu sie z kierowca busa wczesnym rankiem opuszczamy malownicze Colon. Za dnia wyglada spokojniej niz w nocy. Po drodze male zwiedzanie ruin dawnej twierdzy obronnej gdzie hiszpanie trzymali swoje skarby, kilka policyjnych kontroli drogowych i ladujemy w Puerto Lindo. Wioska to zupelny kontrast do Colon. Zielono, malowniczo… po prostu karaibski klimat. Puerto Lindo to mala wioska gdzie jest biedny klub jachtowy i pare chalup. Przyjmuja nas niemcy ktorzy w ogrodku maja szalas z lozkami akurat na 10 osob i… stol bilardowy! Tu Sebus z Zbyniem moga sie zrewanzowac za wczorajsze gry.

Wczesnym popoludniem plyniemy lodka na sasiednia wyspe, zanim jednak przyplywa nasz transport, sprawdzamy wode w oceanie. Pablos ma male spiecie ze swoim bladnikiem jednak to tylko przejsciowe. Woda jest goraca i cholernie slona. Relaks na malej wyspie umila nam zimne piwo i goraca ryba. Marko, Cojak i Lucas poszli do latarni morskiej na wyspie, i zeby dostac sie na szczyt wlamali sie do niej. Tomas z Cojakiem szybko wyladowali w wodzie podgladajac zycie na rafie koralowej, gdzie roi sie od ryb a Tomas nie przeoczyl okazji by potrenowac strzelanie z kuszy, jednak to Cojak ustrzelil pierwsze trofeum.

Wieczor minal spokojnie, przygotowujac sie na wyjazd na wyspy San Blas nastepnego dnia. Czesc osob zostaje na imprezie bilardowej, kilka wybiera sie do centrum wioski. Centrum to 3 domy na krzyz i lokalna dyskoteka. Wybetonowane kawalek podlogi bez scian i budka z piwem to najwieksze miejsce rozrywki lokalnych ludzi w kazda sobote, jak mowi miejscowy. Jedna z miejscowych gdzies dzwoni skarzac sie na sikajacych do morza, wiec urywamy sie z ¨dyskoteki¨ troche wczesniej. Ten kto chrapal w nocy jednak nie chcial sie przyznac do tego od razu…

Panama, Colon

18 października 2008

Jestesmy w najniebezpieczniejszym miescie w Panamie! Zadnych turystow, zadnych bialych. Colon jest po drugiej stronie ladu w stosunku do Panama City, czyli przy Atlantyku. Zalatwiamy hotel (8-16$), a potem goscia z duzym autobusem, ktora zawozi nas na sluze Gatun. Suza ta ma za zadanie podnosic statki o 26m. Wejscie jest juz zamkniete dla zwiedzajacych, ale nasz kierowca cos pogadal i jeszcze nas wpuszczaja. Kanal wybudowali Amerykanie w 1914, po wczesniejszej klesce Francuzow. Za co do 2000 roku byli wlascicielami i mieli 20milowy pas ziemi wokol, na ktorych zbudowali bazy wojskowe, ktore teraz strasza opuszczone. Najwyzsza oplata za przeprawe kontenerowca czy tankowca to 360 000$, najmniejsza za przeplyniecie wplaw 0,37$. Czas przeprawy to 7-8godzin, dlugosc 80km.

Prosimy naszego kierowcy, zeby zabral nas na przejazdzke po niebezpiecznych dzielnicach, jednak z przerazeniem w oczach odmawia, twierdzac ze nie bedzie poswiecal autobusu i siebie. Potem wyjasnia, ze strzelanie do autobosow z bialymi w takich dzielnicach to norma. Wracamy wiec do centrum trasa widokowa po ´lepszych´dzielnicach i gosc pokazuje nam kazda nowa szkole i boisko.

Kiedy wychodzimy na kolacje, co chwile do nas ktos podchodzi i mowi zebysmy sie schowali, wracali, ze nas tu zamorduja. Zaczynaja nas te ostrzezenia irytowac, szczegolnie Tomka i Lukasa, ktorzy chetnie wdaliby sie w jakas zadymke z miejscowymi. W Panamie zrobilismy zrzutke na shotguna i kazdy ma maczete lub noz, wiec przynajmniej psychologicznie czujemy sie lepiej.

Po siescie wychodzimy na dyskoteke, wzbudzajac jak zwykle przerazenie u policjantow, ktorzy grzecznie nam mowia good night. Moze to wszystko przez to, ze dzis zamordowano rano 2 chinoli, wlasnie na tej ulicy gdzie jestesmy. Czolgamy sie do pozna…ale sumarycznie wszyscy przezywaja. Na nastepny dzien mamy plany wybrac sie do Puerto Lindo a potem juz dzungla.


Panama, Panama City – cd.

17 października 2008

Wreszcie mozna poczuc pelna piersia klimat latynowski! Panama miedzynarodowy kociol korporacji, firm i roznych interesow wplatany w mase zwyklych ludzi.

Wieczorem, Zbynek, Seba, Marko i ja umawiamy sie z Bozena – Polka mieszkajaca tu od poltoraroku, poznana wczesniej w internecie jeszcze w PL. Okazuje sie bardzo sympatyczna osoba, mieszka w dzielnicy Casco Viejo czyli takim remontowanym starym miescie, gdzie tez znajduje sie palac prezydencki. Opowiada nam wiele ciekawwych rzecy z zycia Panamczykow i oprowadza po dzielnicy. Odwiedzamy miedzy innymi galerie obrazow, gdzie odbywaja sie rozne happeningi. Fajne odjazdowe klimaty. Wokol rozne restauracje, music bary – kazdy w swoim niepowtarzalnym klimacie. Z ciekawostek: podatek dochodowy 5,5%, jesli kupisz w miescie jakas ruine i wyremontujesz jestes zwolniony z podatku od nieruchomosci przez 30lat. Przecietna pensja miesieczna 1000$. Ok. 2000$ ma juz menager.

Ok. 23 ruszamy do centrum na najbardziej goraca ulice czyli Calle Urugway. Mnostow dyskotek, klubow, eleganckich restauracji. Tu jest pelen lans, Q7, X6, Porshaki, Bentleye – jezdza zderzak w zderzak, kazdy oczywisciej im glosniej halasuje swoja muzyka – tym lepiej. Swiat sie bawi! Setki luksusowych prostytutek, narkotykowi baroni, wlasciciele jachtow, smietanka Panamy… i my w krotkich spodenkach i sandalach. Oczywiscie…dalismy rade ´zmiescic sie w tym towarzystwie´.

W tym czasie reszta naszej ekipy idzie szukac dyskoteki w naszej dzielnicy czyli St Anna. Jest czwartek – wiec nic specjalnego sie nie dzieje, wiec laduja w jakiejs mordowni gdzie pijac za grosze. W pewnym momencie do podpitego Lukasa podchodzi kieszonkowiec chcac go obrobic. Lukasz jednak odruchowo lapie go za reke i wyciaga noz. Jest jedna tak nawalony ze wyciaga go razem z pochwa – wystarcza to jednak by zlodziej zrezygnowal.